7/09/2016

Czy recenzje na blogach kulinarnych są obiektywne ?

Razem z naszymi Przyjaciółmi doszliśmy do wniosku, że w pewnym wieku (zwłaszcza takim, kiedy wąska talia i szerokie horyzonty zamieniają się miejscami) należałoby zacząć…. zdrowo się odżywiać. Zakupiliśmy kilka książek na temat zdrowej diety i zagłębiliśmy się w lekturze.
O ile jednak przygotowanie detox water (tutaj przepis) nie sprawia większych problemów, o tyle po początkowym zapale i wypróbowaniu kilkunastu – zresztą bardzo smacznych potraw z gatunku „raw food” nasze zapędy nieco przygasły.
Problemem nie były przepisy – te są bardzo proste - zabrakło jednak chęci i czasu. Żeby wytrwać w naszym postanowieniu dbania o zdrowie i…. zmniejszenia obwodu talii, zaczęliśmy przeglądać dostępne na rynku oferty produktów.
Najbardziej zależało nam na…. słodyczach, skoro bowiem postanowiliśmy nieco schudnąć, to trzeba było, przynajmniej częściowo, zrezygnować z cukru, czekolady i wszelkiego rodzaju ciasteczek. Łatwo powiedzieć – trudniej zrobić. Cukier co prawda udało się zastąpić ksylitolem, ale i tak mieliśmy ochotę na jakiś słodkie przerywniki.
Poszperaliśmy w czeluściach Internetu i tym sposobem trafiliśmy na co najmniej kilkanaście recenzji produktów firmy Raw and Happy. Firma polska, niewielka, bardziej manufaktura niż zakład produkcyjny. Stwierdziliśmy, że sprawdzimy, na ile powyższe recenzje były obiektywne.
W sklepie firmowym Raw and Happy  zakupiliśmy trzy rodzaje Gryczanek (Owoce Leśne, Czekoladowe i Miodowe), pięć opakowań pralinek Rawnello (każde o innym smaku) oraz 3 rodzaje batoników Yummy
Pominęliśmy natomiast niepieczone chlebki Happy, bo nic wspólnego ze słodyczami nie miały.
Daruję sobie podawanie Wam pełnego składu i wartości energetycznej poszczególnych produktów – to znajdziecie sobie sami bez problemu, skoncentruję się natomiast na naszych wrażeniach smakowych.
Rawnello – niewielkie, aromatyczne kulki przygotowane ręcznie na bazie daktyli. Z wyglądu przypominają trufle, miękkie, o dość zbitej konsystencji i co najważniejsze…. słodkie.
Występują w kilku wariantach, poniższa kolejność odzwierciedla nasze preferencje. Nazwa produktu to zarazem link do jego składu.
  • Orzechowy sen o cynamonie – naszym zdaniem najsmaczniejsze. Ze sporymi kawałkami orzechów i migdałów oraz wyczuwalną, ale nie dominującą nutą cynamonu. Dość słodkie, ale nie przesłodzone – ot naturalna słodycz owoców. 
  • Łatwy orzech do zgryzienia – idealne dla miłośników orzechów nerkowca, w tym dla nas. W połączeniu ze słodyczą daktyli – rewelacja. 
  • Migdały pod palmą – pięknie się prezentują, obtoczone w wiórkach kokosowych, przepełnione słodkim smakiem rodzynek i daktyli z delikatnym aromatem i dużą ilością drobno posiekanych migdałów. Pralinki są bardzo słodkie, chyba najsłodsze z całej rodziny Rawnello, ale… o takie właśnie nam chodziło. 
  • Figa z makiem – na stole prezentują się bardzo elegancko, bardzo słodkie z dobrze wyczuwalnym smakiem fig i daktyli. Mak w tym przypadku pełni raczej rolę estetyczną, natomiast nie wpływa w wyraźny sposób na smak pralinek. 
  • Żurawina na czarnym lądzie - bardzo zdominowane aromatem  kakao. Obtoczone dodatkowo w gorzkim kakao mają, w przeciwieństwie do pozostałych pralinek, lekką goryczkę, która mnie akurat średnio przypadła do gustu, natomiast  bardzo odpowiadałaa Pawłowi. Kwaskowy smak żurawiny jest wyraźny i nadaje pralinkom niepowtarzalnego charakteru.
Zabrakło mi natomiast w Rawnello… pistacji. Ot taka fanaberia, którą ciągnie się za nami od czasów Arabii Saudyjskiej.
Rawnello doskonale sprawdzą się też jako dodatek i dekoracja mało słodkich deserów oraz niebanalny prezent. Estetyczne opakowanie nadaje im bardzo eleganckiego charakteru, a smakowo trudno im się oprzeć. W przypadku tego produktu muszę recenzentom, na blogi których trafiłam, przyznać 100% racji. Pralinki istotnie są godne polecenia.


Yummy raw bar czyli batoniki energetyczne. Sprawdzają się w sytuacji, kiedy chcemy szybko i zdrowo zaspokoić uczucie głodu. Nie zajmują dużo miejsce w plecaku czy torebce, nie rozpływają się jak czekolada. Podobnie jak w przypadku pralinek Rawnello, także tutaj główną bazę stanowią daktyle. Jedyną ich wadą jest to, że są.... zbyt małe - waga batonika to zaledwie 30g.
Występują w trzech wariantach smakowych
  • Yummy Nuts (orzechowy) - najsmaczniejszy z całej trójki batonów Yummy. Absolutnie genialny w smaku, pełen orzechów i migdałów. Z wyraźnym smakiem daktyli i korzennym aromatem goździków.
  • Yummy Cranberry (żurawinowy) - lekko kwaskowy, odpowiednio słodki i... pożywny. Doskonale zaspakaja głód i chęć na słodycze.
  • Yummy Orange (pomarańczowy) - batonik charakteryzuje się mocno wyczuwalnym, nieco przytłaczającym pozostałe smaki cytrusowym aromatem. Jest słodki, ale nie przesłodzony, z wyraźnie widocznymi wiórkami kokosowymi i drobno posiekanymi migdałami.
Gryczanki - to raczej przekąska niż słodycze. Podstawę stanowi polska kiełkowana kasza gryczana. No i w tym wypadku mieliśmy z Pawłem zupełnie odrębne zdanie. Ja nie jadam pod żadną postacią ani kaszy, ani ryżu, Paweł natomiast nie zje gulaszu bez kaszy gryczanej. Z pomocą przyszedł nam Maciek, który jednoznacznie stwierdził, że Gryczanki są jednak całkiem smaczne - pozostałam więc na pozycji dziwadła, które nie wie co dobre dla Prawdziwych Mężczyzn.
Gryczanki wyglądem przypominają posklejaną w niewielkie grudki kaszę gryczaną i podobnie jak batoniki Yummy wytwarzane są w trzech wariantach:

  • Gryczanki Czekoladowe BIO - w smaku przypominają nieco gorzką czekoladę z.... gryczanymi chrupkami i rodzynkami. Dominuje oczywiście kasza gryczana i kakao. Dla Pawła to numer jeden tej linii produktów, choć Jego zdaniem mogłyby być słodsze.
  • Gryczanki Miodowe BIO - są rzeczywiście bardzo miodowe i.... cynamonowe. Gryka jest dobrze wyczuwalna, ale korzenne przyprawy nieco ją przytłumiają,
  • Gryczanki Owoce Leśne BIO -  tutaj oprócz kaszy wyraźnie wyczuwalne są owoce m.in. aronii i jeżyny. Niezbyt słodkie, lekko kwaskowe, a przy tym bardzo smaczne i pożywne 
Fot. Maciej Łupiński

Reasumując: w tym konkretnym przypadku, nie pozostaje nam nic innego jak zgodzić się w wyrażanymi w recenzjach pozytywnymi opiniami na temat większości produktów firmy Raw and Happy sp. z o.o.. I choć nie wszystkie nasze odczucia były takie same, to mam podstawy przypuszczać, że zaprezentowane przez Autorów oceny były szczere i obiektywne.
Czytając recenzje obawialiśmy się, że będą to jedynie posty reklamowe, ale nawet jeśli niekiedy takimi były, to zarówno pralinki Rawnello, jak i batoniki Yummy spełniły nasze oczekiwania.
Muszę jednak zaznaczyć, że nie zawsze tak się zdarza.

Właścicielom firmy wypadałoby pogratulować pomysłu na zdrową żywność, ciekawych połączeń smaków i...  kreatywności w nazewnictwie produktów -  hasło „figa z makiem” stało się przebojem imieninowej imprezy Pawła.
Rawnello i Yummy dla nas okazały się świetnym zamiennikiem czekolady i  ciasteczek.  Po te produkty  z przyjemnością sięgniemy ponownie. Czekamy też na wersję z pistacjami.
Gryczanki są wg nas troszkę...   niedosłodzone, ale jak to w takich sytuacjach bywa "de gustibus non est disputandum"

ps. Wszystkim recenzentom na blogi, których trafiliśmy serdecznie dziękujemy za przekonanie nas do produktów firmy  Raw and Happy.
Wartość energetyczną poszczególnych produktów znajdziecie m.in. na blogu Magiczny Kociołek - linki poniżej
Rawnello
Gryczanki
Yummy raw bar

4 komentarze:

  1. Tego typu łakocie albo się lubi albo nie :) Mają one zarówno swoich zwolenników jak i przecwinkow (mojej siostrze nie smakują - nie odpowiada jej ich konsystencja). Nie warto nastawiać się negatywnie i trzeba próbować - to bardzo fajne doświadczenie, przygoda ze smakami :) A co do produktów Raw and Happy bardzo chciałabym spróbować "Żurawina na czarnym lądzie" - niestety w moim mieście nie jest dostępna stacjonarnie ;/ mam nadzieję, że kiedys mi się uda :)

    PS Dziękuję za podlinkowanie do mojego bloga - to bardzo miłe z Waszej strony :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coraz więcej sklepów wprowadza do swojej oferty produkty raw food, więc jest nadzieja, że niebawem pojawi się także u Ciebie.
      Jeszcze pół roku temu nie zwróciłabym uwagi na tego typu produkty, uznając, że to kolejna modna przekąska i nic więcej. Jednak odkąd zaczęłam czytać etykiety, coraz mocniej nabieram przekonania że warto czasami wydać nieco więcej pieniędzy, ale przynajmniej otrzymać za to coś wartościowego.

      ps.
      Zanim zdecydowaliśmy się na zakupy, najpierw poczytałam opinie na temat firmy i jej produkty - w ten sposób trafiłam m.in. na Twoją recenzję :)

      Usuń
  2. Hmmm różnie bywa, myślę że są tacy blogerzy, którzy nigdy nie napiszą o tym czego nie spróbowali i nie uznali że jest warte polecenia... oczywiście nie wszyscy... .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogólnie rzecz ujmując - recenzowanie produktów kulinarnych i książek nie należy do prostych zadać. Każdy ma inne preferencje smakowe. Najprostszy przykład u nas w domu - ja nie jadam kaszy gryczanej, Paweł uwielbia, mnie bardzo smakuje mięso wielbłądzie, Paweł nawet nie chce na nie spojrzeć.

      Usuń

Copyright © 2014 To gotują Saudyjskie Wielbłądy , Blogger