sobota, 14 lutego 2015

Multicooker Redmond RMC-M90 - do zakochania jeden krok - czyli nowa miłość Małżonki Mej Alekandry

Jak powszechnie wiadomo Ola uwielbia wszelkiego typu elektroniczne gadżety, ale nie spodziewałem się, że kiedyś zapała aż tak wielką miłością do sprzętów kuchennych.
Tym razem Jej wybrankiem został Multicooker Redmond RMC-M90 o którym kilka słów znajdziecie poniżej.
Ale.... zacznijmy od początku..... 
Multicooker Redmond RMC-M90   -   zdjęcie ze strony producenta

zdjęcie ze strony producenta
Otóż w Arabii Saudyjskiej nasz kuchenny arsenał powiększył się m.in. o wielofunkcyjną frytkownicę Versalio Deluxe 9 in 1 firmy Tefal.
Sprzęt jak najbardziej przydatny w przypadku niespodziewanych gości, bo w zamrażalniku zazwyczaj mamy duży zapas samosów z różnymi nadzieniami, co sprawdza się doskonale, kiedy każdy z gości ma odmienne preferencje kulinarne. Jak pewnie pamiętacie z opowieści na naszym drugim blogu -  
W pustyni bez puszczy - czyli Arabia Saudyjska oczami Polaka - Dinesh nie jada wołowiny, Hafiz i Faiz nie przepadają za kurczakiem, Mariusz lubi naleśniki z serem jogurtowym, a ja jestem wielkim miłośnikiem kuchni polskiej. Co za tym idzie zdarza się nam na jeden obiad przygotowywać cztery różne potrawy, bo każdy chce zjeść coś innego, niż pozostali.

zdjęcie ze strony producenta


Drugim naszym ulubionym sprzętem jest blender z podgrzewaczem czyli Soup & co firmy Moulinex.
Genialne rozwiązanie do przygotowywania wszelkiego typu zup - kremów oraz moich ulubionych chodników na labanie z mango, truskawek lub innych dostępnych owoców.
Małżonka Ma Aleksandra wykorzystuje go także do..... mielenia domowego sera do naleśników z rodzynkami.
No cóż - pomysłowość i wyobraźnia Kobiet jest nieograniczona :D



zdjęcie ze strony producenta
Natomiast kilka dni temu otrzymaliśmy multicooker firmy Redmond - i to właśnie on jest głównym bohaterem tego posta.
Jest to model RMC-M90 z całkiem przyzwoitą ilością funkcji (45 programów w tym 17 automatycznych).
Piecze, gotuje, frytuje, paruje, szkoda tylko, że jeszcze sam nie sprząta :D
Ponieważ dostaliśmy też bojowe zadania dopracowania naszych przepisów do tego urządzenia więc w najbliższych dniach możecie się spodziewać wielu wpisów na blogu, bo Ola studiuje naszą książkę kucharską i od kilku dni siedzi w kuchni wypróbowując nowy gadżet.

Na pierwszy ogień poszły flaki cielęce, zupa ogórkowa na wędzonce i grzybowy gulasz wołowy. Czasy gotowania musieliśmy zmodyfikować, bo np. w przypadku gulaszu wołowego wydłużyliśmy go o godzinę. Przypuszczam, że wpływ na to miał gatunek mięsa (pręga wołowa zamiast polędwicy).
Natomiast niezaprzeczalną zaletą tego sprzętu jest fakt, że.... nie da się w nim przypalić mięsa. Misa ceramiczna, która jest w zestawie skutecznie taką ewentualność niweluje, chociaż mięso jest dobrze upieczone.
W najbliższych dniach postaramy się wskazać więcej zalet i wad  tego modelu oraz nowe przepisy dostosowane do multicookera.


1 komentarz:

:)

Camelkowe opowieści

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...